miroe
ocenił(a) Get Him to the Greek
miroe
napisał(a) o Get Him to the Greek (8)
Nieco fekalna i wulgarna, ale co najważniejsze śmieszna komedia (to ostatnio dość rzadkie). Aktorzy świetnie współgrają i doskonale wpasowują się w swoje role. Nawet P.Diddy daje radę ("You can't outrun me. I'm black"). Do tego przezabawne kawałki parodiujące rock i pop z końcowym "Furry walls" na czele. Czysta rozrywka.
Czy ja napisałem "oryginalny"? Mnie po prostu zaciekawił, eto wsio.
miroe
ocenił(a) Ojciec chrzestny
i
i 2 inne filmy
Ciekawy scenariusz i momentami ładne zdjęcia. Wrażenie psują dłużyzny, statyczne ujęcia, w których nic się nie dzieje, a które nic nie wnoszą, niedobór dialogów (bohaterowie są nieomal autystyczni) i koszmarna "bucząca" muzyka. Ale specyficzny klimat jednak trzyma do końca.
miroe
skomentował(a) Przekręt (miroe)
Znam, znam... Ale jak uwielbiam "Lock, stock and two smoking barrels" (sry, polski tytuł jest idealnie nijaki), tak mam wrażenie, że "Snatch" jest po prostu bardziej... dopieszczony. Scenariuszowo, reżysersko. A może po prostu bardziej polubiłem bohaterów...
miroe
skomentował(a) Dwanaście małp (miroe)
Jak dla mnie najlepszy film Gilliama to "Brazil" (niespodzianka, prawda?), a najlepszą rolą Willisa jest Ernest Menville w "Ze śmiercią jej do twarzy" (wiem, tu się można kłócić).
miroe
napisał(a) o Dwanaście małp
Mroczny, niepokojący, brudny i bardzo niejednoznaczny film. Drugie najlepsze dzieło Gilliama i druga najlepsza w karierze rola Willisa. Ale i tak ekran kradnie Pitt genialną rolą kompletnego świra. Choć kwestią otwartą jest, czy któryś z bohaterów świrem nie był.
miroe
napisał(a) o Dzień świstaka
Szalenie zabawna i niegłupia(!) komedia ze świetną rolą Murraya i uroczą (tutaj) McDowell. Jeden z moich absolutnie ulubionych filmów.
miroe
napisał(a) o Chłopaki nie płaczą
Polska, tfu, komedia. Śmieszna jak pogrzeb babci. Zagrana jak przez strażacką orkiestrę dętą z tegoż pogrzebu. O "reżyserii" nie wspomnę. Wkurzają do tego na siłę powpychani w epizody "celebryci", którzy delikatnie mówiąc nie pasują. No za cholerę nie pasują. Choć większość gra lepiej od Milowicza, któremu jednak imię Bolec jakoś wyraźnie pasuje. Jedyne co podobało mi się (umiarkowanie) to kilka z potoku one-linerów.
Najlepszy film Ritchiego. Świetna pokręcona intryga, wzorowo poprowadzona i ładnie zmontowana. Do tego sporo dobrych charakterystycznych i mocno zakręconych postaci na czele z Mickey O'Neilem w wersji Pitta. I nawet to, że Statham ma talent aktorski na poziomie Keanu Reevesa nie przeszkadza tak bardzo.
Hitchcock wolał zaczyna od trzęsienia ziemi. Kubrick pokazuje, że lepsze efekty daje czasem powolne sączenie poczucia zagrożenia, by pod koniec uderzyć z całą mocą. Genialna reżyseria, świetne aktorstwo, niepokojąca muzyka i narastające szaleństwo. A scena z "twórczością" głównego bohatera jest absolutnie mistrzowska.
miroe
napisał(a) o Adwokat diabła
Niewiele razy widziałem, żeby tak świetnie zbudowany nastrój, tak kompletnie rozwalić w końcówce. Nagle atmosfera niedopowiedzenia i podświadomej grozy znika i widzimy coś na kształt diabła (nomen omen) wyskakującego z pudełka z wywalonym jęzorem i przy akompaniamencie pozytywki. Niemniej oryginalny pomysł, Al Pacino i Charlize Theron oraz pierwsze 2/3 akcji dają w sumie bardzo solidny film. Warto.
miroe
napisał(a) o Wiele hałasu o nic
Kenneth Branagh ekranizuje Szekspira - to zdanie jest znakiem jakości samym w sobie. Efekt tym razem to naprawdę dobra i zabawna komedia, w czym solidnie pomaga świetne aktorstwo. Z wyjątkiem Keanu Reevesa, który przypomina czarny charakter ze starej kreskówki.